piątek, 7 marca 2014

od Kery:No nie powiem...ciekawe...

-Tak, tak. Będzie jeszcze zabawniej gdy coś nas pożre prawda? Jak chcesz wrócić?-spytała.
Rozejrzałam się po czym wskoczyłam na najbliższe drzewo.Z tego co pamiętałam to gdy biegłam za Shade widać było jakąś górę...Teraz natomiast jej nie widziałam Przecież nie mogłyśmy się aż tak oddalić...pomyślałam.Wokół była gęsta mgła ,a gdy zaczęłyśmy te przepychankę było słoneczne południe.
Zeskoczyłam z drzewa.
-I jak?
-Kiepsko...Nic nie widać.Wszędzie mgła,ani śladu czegoś charakterystycznego.
Wskazała mi tylko łapą na polanę nieopodal.
Wyszłyśmy z lasu i rozejrzałyśmy wokół.Na środku stało wielkie drzewo.Coś w rodzaju dębu.Olbrzymie...Co więcej pomiędzy jego gałęziami krążyła taka jakby szara mgła.
-Na pewno nie było go tu wcześniej-wymamrotałam wpatrując się w gruby konar-Zanim spotkałam Shade wielokrotnie byłam w okolicach waszej watahy i na jej terenach ,ale nigdy go nie widziałam...
Rozejrzałam się i spostrzegłam że mgła nad lasem zrobiła się szarawa i jeszcze bardziej gęsta.Podeszłam powoli do drzewa.Wyciągnęłam łapę ku pniu i..i..Nie wiem co właściwie się stało na ułamek sekundy zapomniałam kim jestem.Warknęłam głośno odskakując.W tej krótkiej chwili podczas której to się stało miałam wrażenie że odczuwam cudzą świadomość.Odwróciłam się do Tetsumi,stała nieruchomo i patrząc w niebo.Mgła otoczyła już całą polanę.Układała się jakoś dziwnie...Środek polany i obszar wokół był przejrzysty.Podeszłam do wadery.
-Co jest?
Wskazała mi tylko na cień poruszający się gdzieś wysoko nad chmurami.Było to najwyraźniej jakieś duże latające zwierze.Powoli zniżające lot.Tetsumi ostrożnie poruszyła łapą stawiając ją parę centymetrów w bok.Natychmiast rozległ się gardłowy ,nieco bulgoczący wrzask oraz hałas łopoczących skrzydeł.Spojrzałam w górę.Coś mokrego skapnęło mi na kark,ale nie zdążyłam sprawdzić co bo wilczyca szturchnęła  mnie.Popędziłyśmy w stronę przeciwną do tej którą przybyłyśmy.Wbiegłyśmy do lasu.Usłyszałam łopot skrzydeł tuż nad nami.Przyśpieszyłam wyprzedzając nieco Tetsumi i nakazałam drzewom nad nami osłonić szczelnie gałęziami ścieżkę.Potem wadera zrównała się ze mną i jednocześnie ostro skręciłyśmy w lewo.Ukryłyśmy w zaroślach i wstrzymałyśmy oddech.
Jeszcze przez chwilę słyszałam hałasy i wściekłe wrzaski aż ścichły.Powoli zaczęły się oddalać ,a my pozwoliłyśmy sobie na zaczerpnięcie powietrza.Po chwili dyszenia odezwałam się szeptem:
-Tetsumi?
-Tak?
-Możesz zdjąć mi to lepkie coś z karku?
Wilczyca zerwała liść paproci obok i zgarnęła mi to,,coś'' i pokazała.
-To ślina?-spytałam po chwili.
Wzruszyła ramionami.
-Nie jestem pewna...Cyba raczej śluz...
-Taki jak u ślimaka lub żaby?
-Tak,ale ma inna konsystencję.
Wyrzuciła liść ze śluzem i wyruszyłyśmy na poszukiwanie lepszego schronienia.Na szczęście udało nam się znaleźć jakąś jaskinię.Chyba niedźwiedzią,ale lokatora nie było.
Powoli robiło się ciemno.Umówiłyśmy się,że dla bezpieczeństwa będziemy zmieniać się co parę godzin.Pierwszą wartę wzięła Tetsumi.

Dopiszesz coś?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz